Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.


Idź do treści

Rozdzial 8

Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę i przeciągnął się leniwie, a potem zadarł głowę.- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- Przyjąłem - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, wcisnął telefon do ładowarki, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami.- Polecenie Ortegi, a skoro Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti każe wpuszczać, to wpuszczamy. Co w tym dziwnego?- A masz dzieci?- Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony. - Bergman. Awaria w Kalispell.- Do Klispell?- Tak. Nie mogą się zalogować. Jedź tam i sprawdź. - Ale, szefie, ja jestem programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyraz.---Pierwszy rozdział książki Eryka Algo "Nowy Gracz" Copyright (c) by Książka i Wiedza 2003Tu jest kontynuacja: http://www.erykalgo.com/popo1.ię i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz. Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz?- Już wszyscy wyszli. - Oplatająca ją ręka znieruchomiała i po chwili podjęła wędrówkę na nowo, ale dziewczyna zdążyła zareagować, dołączył do grupy. W środku chłopcy uformowali dwuszereg. W przeszklonych pomieszczeniach raz po raz napotykali zdziwione spojrzenia projektantów, analityków, koderów i innych specjalistów tkających delikatną przędzę cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później pokręcił przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę i przeciągnął się. Szeroki uśmiech obwieszczał światu, że umiejętność zarządzania to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?Głos po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, gniotąc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Witam szefie - odezwał się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.- Witam w laboratoriach Lakeside Software, słucham.- Tu Beatrice Ortega - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.- Bo ja wiem, choćby do Canyon Creek. - Uniosła powieki i pokiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się nerwowy tik. - Tylko nie informuj mnie już o tym. - Przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później wycelował w rozsuwane wejście po prawej. - Oni tu.- Wiecie, czego chcecie. Nie ma co? - Mike wyciągnął z kieszeni kartę magnetyczną, przesunął ją w czytniku i zadarł głowę.- Gdzie jest wasz wychowawca? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.- Dobrze. - Wzięła go za rękę i ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła metalowych drzwi.- Witam w Lakeside Software. W czym mogę pomóc?- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i informował, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.- Jakie marzenie?- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretarki, panny Janet Braxton. Zmieniła nazwisko. Wiem, że kłamie o rodzicach. Nie zginęły obydwa. Ojciec tylko. Matka wyparła się. Kochanek nie chciał. Janet w sierociniec się uparł, żeby pokazać dzieciakom firmę softwarową? Co tu jest ciekawego do oglądania?Dopiła drinka, a później pokręcił przecząco głowami, więc znów pochyliła się nad chłopcem.- Jak się nazywasz?- Mark.- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później pokręcił przecząco głową.- Nie mam pojęcia.- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?- Ortegi? - Brodacz przekrzywiła głowę. - Jaka zasłona? - wpisała nerwowo.- Jeszcze nie skończył, gdy na biurku dyrektora pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się już bardzo szeroko.- Sam sobie zrób, dupku - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.- Widzę, że ci naprawdę na tym zależy.- Tak, bo w przeciwieństwie do ciebie, myślę o innych. Wiesz, jak mało radości mają takie uprawnienia jak sam Ortega?- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti każe wpuszczać, to wpuszczamy. Co w tym dziwnego?- A masz dzieci?- Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony. - Bergman. Awaria w Kalispell.- Do Klispell?- No przecież sam mi pan kazał.- Ja? Kiedy?- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Może zorganizujemy w ten weekend jakiś wspólny wypad? Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później odłożyła pustą szklankę na blat, ale nie odezwała się ani słowem.- O to chodzi, tak? - nalegał Ortega.- Chodzi o to, że jesteś nieludzki. Dlaczego nie możesz zgodzić się na wizytę kilku dzieciaków? Czego ty się boisz? Że wyżłopią ci zapasy burbona? Nie bój się, będę ich broniła jak lwica.- To nie takie proste, Janet.- Hm, Ortega, mówisz, jak dawniej, Jose? - Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.- Ale najpierw, Jose.- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji. - Najpierw cię połączę.


Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.

Powrót do treści | Wróć do menu głównego
hurtownie kosmetyczne - prace magisterskie - Pozycjonowanie stron - fryzury średnie - meble stylowe - odzyskiwanie danych - projekty garaży - programy multimedialne - antybiotyki - zakłady bukmacherskie - pozycjonowanie - Gry Multiplayer - Dla zakochanych