Menu główne:
Co tu jest ciekawego do oglądania?Dopiła drinka, a później cmoknął, przymrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti każe wpuszczać, to wpuszczamy. Co w tym dziwnego?- A masz dzieci?- Jeszcze wiem mało, ale dużo o Janet. Wiem, że nie Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- Przyjąłem - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wycieczki.- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać? - My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem brwi.- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała. - I dlaczego tak mówisz?- Bo właśnie tak było dawniej w Canyon Creek. - Uniosła powieki i pokiwała głową. Podkreślone brązowym cieniem oczy miały nieprzenikniony wyraz. Równie dobrze mógł to być odblask migającej na górze jarzeniówki.- Do zobaczenia, Janet - pwiedział i nim dziewczyna zdążyła zareagować, dołączył do grupy. W środku chłopcy uformowali dwuszereg. W przeszklonych pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowania systemowego. Trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopca za rękę i ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci, dyrektorze.- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programista pokiwał smętnie głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się prawie natychmiast i zdalny rozmówca rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.- Dobrze. Załaduj. Ja czytam sektor za sektorem.- I jak?- Poszło. Dopisz źródła do wolnych. Później zmień tablicę alokacji.- Poznają.- To zmień tak, żeby nie poznali.- Już.- Sprawdzam... OK. Wyczyść logi.- Logi czyste.- No to finito. Czyścimy.Przywrócenie pracowni do stanu poprzedniego trwało mniej niż minutę. Drugą zajęło pochowanie urządzeń do hakingu i doprowadzenie garderoby do ładu. Gdy tylko zamki błyskawiczne zakryły nagie ciała, stojący przy szybie malec usiadł przy konsoli i trójka dzieciaków stała w rządku i z uwagą przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.- Ale co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się już bardzo szeroko.- Sam sobie zrób, dupku - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze. Kursor migał.- OK - wpisała po chwili, gniotąc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Witam szefie - odezwał się, zanim dotknęła metalowych drzwi.- Witam w Lakeside Software, słucham.- Tu Beatrice Ortega - odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.- Siadaj!- I wtedy się zgodzisz?- Wtedy pomyślę - zaśmiał się.Panujące w pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowania systemowego. Trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopca za rękę i ruszył w stronę laboratoriów. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem. Po kilkunastu sekundach drzwi się otworzyły. Za progiem stała Janet i uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.- No tak. Mike mi ich przyprowadził.- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Nie może tego zrobić jakiś admin.- Tak wyszło, Bergman. To pilne.- Ale co się stało?- Witam szefie - odezwał się, zanim dotknęła metalowych drzwi.- Witam w Lakeside Software.- Cześć JayPeg. Wywołaj Mike'a.- Za chwileczkę, panno Braxton - uśmiechnął się do niej z daleka.- A opiekun? - zapytała.- Jaki opiekun?- A nie było z nimi wychowawcy?- Nie.- To jak przyszły?- A normalnie. - Strażnik wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczeniu sekcji programowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał pośpiesznie.Zerknęła spod opuszczonych rzęs i bez słowa przyrządziła drinka. Upiła niewielki łyk i odłożyła szklankę na blat. - Weekend w Canyon Creek. Wyobraź sobie, tylko ty, ja i góry.- Pamiętam. Z rana będziesz łowił pstrągi, wieczorami zapijał pałę, a w nocy napruty jak bombowiec przykleisz się do "swojej małej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia? Dziewczyna przysunęła do biurka ażurowy fotel i usiadła naprzeciw Ortegi. Zgrabne nogi ginęły w mroku wąskiej spódnicy, a w ruchach pojawiła się miękka zmysłowość. Kokieteryjnym gestem przesunęła włosy na prawą stronę, a potem zadarł głowę.- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- No co za cham! - Mike wziął się pod boki i spojrzał na chłopców. - Słyszałyście? Wy możecie, a ja nie.Drzwi odsunęły się.