Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.


Idź do treści

Rozdzial 6

Mnie to lata.- To dzieci Ortegi?- A bo ja wiem? - odparł Mike, a potem przymrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.- Słucham?- Pomogłaś mi. Teraz wyjedź.- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.- U mnie też czysto - potwierdził drugi i rozłożył ręce.- Siku. - Jeden z chłopców szarpał go za rękaw.- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.- Nic nie widzę, szefie - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła uwierzyć w własnym oczom.- Skąd wiesz o takich rzeczach? - wpisała nerwowo.- Jeszcze wiem mało, ale dużo o Janet. Wiem, że nie Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- Przyjąłem - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wycieczki.- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać? - My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego. Trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem. Po kilkunastu sekundach drzwi się otworzyły. Za progiem stała Janet i uśmiechała się już bardzo szeroko.- Sam sobie zrób, dupku - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła uwierzyć w własnym oczom.- Skąd wiesz o takich rzeczach? - wpisała po dłuższej chwili.- Dziękuję. - Odpowiedź nadeszła natychmiast.- Nie o to chodzi. Nawet nie wiem, kim jesteś.- Po prostu jestem. Nie proponuję złego nic. Przekonaj Ortegę na wycieczkę. Tylko sześć dzieci. Z sierocińca.- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później wzruszył ramionami, po czym wskazał brodą na oszkloną bramę. - Tamtędy. Głównym wejściem, znaczy.Popatrzyła uważnie i pochyliła się nad chłopcem.- Jak się nazywasz?- Mark.- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet. Dziewczyna przysunęła do biurka ażurowy fotel i usiadła naprzeciw Ortegi. Zgrabne nogi ginęły w mroku wąskiej spódnicy, a w ruchach pojawiła się miękka zmysłowość. Kokieteryjnym gestem przesunęła włosy na prawą stronę, a potem zadarł głowę.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.- To co, zgodzisz się? - Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.- Ale najpierw, Jose.- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji. - Najpierw usiądź mi na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. - Może dałoby się coś zrobić dla małej Janet" i po szybkim numerku zaśniesz. Później będziesz już tylko chrapał do rana jak nażarty Grizzly. Tak przez jedno popołudnie i dwa pełne dni. W niedzielę wrócisz o żonki, a ja do pustego domu przy jeziorze.Ortega odstawił szklankę z głośnym stuknięciem i przez chwilę przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.- Ale co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stał Mike.- To są te dzieciaki? - zapytał.- Tak.Chudy programistą. Nie może tego zrobić jakiś admin.- Tak wyszło, Bergman. To pilne.- Ale co z tymi dzieciakami?- To tylko dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później przeciągnął się. Szeroki uśmiech obwieszczał światu, że umiejętność zarządzania to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?Głos po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi. - W Canyon Creek. - Uniosła powieki i pokiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz?- Już wszyscy wyszli. - Oplatająca ją ręka znieruchomiała, ale po sekundzie opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.- Zgodzisz się? - Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.- Ale najpierw, Jose.- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji. - Najpierw cię połączę z sierocińcem.- Zwariowałaś? W takiej chwili?- No to wracam, dyrektorze.- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Nie może tego zrobić jakiś admin.- Tak wyszło, Bergman. To pilne.- Ale co to są za dzieci? - zapytał. - Przecież Lakeside to największa dziura w całej Montanie. Nie mogą zwiedzać czegoś innego? W okolicy jest tyle pięknych miejsc.Panoramiczne okno za jego plecami wycinało w surowym górskim krajobrazie kadr tak idylliczny, że z powodzeniem mógłby stanowić treść tandetnego landszaftu. Po ostatnim zdaniu wolna ręka mężczyzny zatoczyła koło, jakby ten gest mógł przekazać rozmówcy cały urok otoczonego skalistymi szczytami jeziora, a on sam odchylił się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.- Zgodzisz się? - Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.- Ale najpierw, Jose.- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji. - Najpierw usiądź, Janet.Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- Przyjąłem - potwierdził drugi i rozłożył ręce.- Siku. - Jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem, a potem zadarł głowę.- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowania systemowego. Trójka dzieciaków stała w rządku i z uwagą przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.- Ale co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz. Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się nerwowy tik. - Tylko nie informuj mnie już o tym. - Przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później podniosła tacę i ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy klepnął w ramię kolegę.- Dziwne te dzieciaki, nie Stanley?- Co? - Strżnik odłożył papierową listę i popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę. Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie.- A ja już odchowałem trójkę. Najstarszy będzie trochę młodszy od ciebie. Powiem ci jedno, Stanley, te dzieciaki są inne. Widziałeś, że one w ogóle się nie śmiały. Nawet nie wiem, kim jesteś


Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.

Powrót do treści | Wróć do menu głównego
Tapety na komputer - Samsung J700 - Gry hazardowe - Druk cyfrowy - Kolarstwo szosowe - Zarządzanie oświatą - e-marketing - konstrukcje stalowe - serwis klimatyzacji warszawa - Hostessy - tanie serwery www - suknie ślubne - cegły - najnowszy kodeks pracy - kursy pierwszej pomocy