Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.


Idź do treści

Rozdzial 5

Tak. Nie mogą się zalogować. Jedź tam i sprawdź. - Ale, szefie, ja jestem programistą. Nie może tego zrobić jakiś admin.- Tak wyszło, Bergman. To pilne.- Ale co z tymi dzieciakami?- To tylko dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później wzruszył ramionami.- Polecenie Ortegi, a skoro Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.- Witam w laboratoriach Lakeside Software. W czym mogę pomóc?- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.- No tak. Mike mi ich przyprowadził.- To dlaczego mówisz, że to moje dzieci!? To ta wycieczka. Zajmij się nimi i nie zawracaj mi więcej głowy takimi pierdołami! - Ortega trzasnął słuchawką i wyczerpany opadł na fotel.Echo jęczącego blatu nie dotarło pod wejście w końcu korytarza, a później wycelował w rozsuwane wejście po prawej. - Oni tu.- Wiecie, czego chcecie. Nie ma co? - Mike wyciągnął z kieszeni kartę magnetyczną, przesunął ją w czytniku i zadarł głowę. - JayPeg, otwieraj! Wycieczka z sierocińca.- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist - oznajmił doxer. - Mogę wpuścić tylko dzieci.- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.- No tak. Mike mi ich przyprowadził.- To dlaczego mi o tym mówisz?- No, chciałem tylko powiedzieć, że one są bardzo inteligentne. To od razu widać.- To je zaadoptuj! - W prawym oku dyrektora pojawił się nerwowy tik. - Tylko nie informuj mnie już o tym. - Przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu napięcie udzieliło się wreszcie dziewczynie. Delikatnie ścisnęła i rozkurczyła uda. Później udając, że poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.- Ale zgodzisz sę? - Najpierw usiądź, Janet.Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony niemowlak do smoczka.Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.- Zgodzisz się? - Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.- Ale najpierw, Jose.- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji. - Najpierw cię połączę z sierocińcem.- Zwariowałaś? W takiej chwili?- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna uśmiechnęła się z zadowoleniem, zdjęła okulary i podnosząc tacę ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy klepnął w ramię kolegę.- Dziwne te dzieciaki, nie Stanley?- Co? - Strżnik odłożył papierową listę i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców szarpał go za rękaw.- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.- U mnie też czysto - potwierdził drugi i rozłożył ręce.- Siku. - Jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem, a potem zadarł głowę.- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- Przyjąłem - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze. Kursor migał.- OK - wpisała po dłuższej chwili.- Dziękuję. - Odpowiedź nadeszła natychmiast i zdalny rozmówca rozłączył się. Zaraz po tym zadzwonił telefon. Janet podskoczyła, jakby zobaczyła ducha, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.- Dzwonię, żeby powiedzieć, że bardzo są fajn te chłopaki.- Jakie chłopaki?- No te, co zwiedzają naszą sekcję.- Dobrze się czujesz, Tony? - Ortega parokrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyraz.


Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.

Powrót do treści | Wróć do menu głównego
haft - Kolagen - Nokia 6600 - Perfumeria internetowa - Miley Cyrus - ogłoszenia drobne warszawa - Ciąża - ulotki - angielski kraków - druk katalogów - koszulki z nadrukiem - kubus - przedszkole ursynów - chcesz ipoda, PS3, gry - secesja